poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Odcinek 97: Śmigus-dyngus i kwestia dżenderu raz jeszcze



– Śmigus-dyngus! – pisnął wesolutko Aslak, wyskakując zza drzewa w kostiumie zajączka, i zrosił pawie pióra u galowego hełmu komtura przy pomocy tęczowej gumowej pisanki. Komtur odwzajemnił się serią z przerobionego na broń wodną kałasznikowa.
Trzeba skąpać się w tej misie/A to woda jest święcona! – zacytował filuternie Edzio, wylewając na biskupa Rolanda zawartość wspomnianej w cytacie miednicy. Biskup otrząsnął się, parsknął raźnie i oblał Edzia wodą siarczaną z butelki opatrzonej logotypem spa-hotelu „Pod Kopytkiem”.
– Co się będziemy, jak mawiał Bazil, tak op... O.P., ostrożniutko polewać – zauważył hrabia Feliks de Saint-Pierre, wrzucając ministra Garricka do korytka przeznaczonego dla Torusia. Toruś zamuczał z aprobatą. Zaraz potem powietrze wypełniły dźwięki radosnej pieśni wielkanocnej oraz rzęsista ulewa pachnąca fiołkami i werbeną. Pochodziła ze słynnego kieszonkowego kropidła świętego Edgara. Ian, Richard i szóstka aniołeczków uroczyście wkroczyła na podwórze tawerny, niosąc jej świątobliwego patrona na gigantycznym barokowym feretronie.
– Fajny, prawie jak w Hiszpanii – stwierdził hrabia Feliks, fachowym wzrokiem oceniając złocistą konstrukcję. – Ale macie szczęście, że ksiądz Edgar jest taki szczupły. W Maladze na procesji wielkanocnej to prawie dwustu chłopa potrzeba do uniesienia jednego feretronu...
– Dwustu chłopa i nam by się przydało – pan Staszek wyjrzał przez okno tawerny. – Panowie, dość zabawy, chodźcie szybko, jest poważne zagrożenie!!!

Feretron ze świętym Edgarem wylądował z trzaskiem na żwirze, a broń wodną w rękach bywalców tawerny błyskawicznie zastąpiły miecze i szpady (z tym, że Aslak uzbroił się w naprędce związany z gałązek krucyfiks, a Edzio wyjął zza pazuchy tom dzieł zebranych Mickiewicza z ilustracjami Andriollego).

– To nie pomoże... – zaczął pan Staszek, ale przerwał mu dźwięczny i zdecydowany damski głos:
– Dzieci, natychmiast do domu!!!

Rycerze oraz dostojnicy świeccy i kościelni lekko pobledli, ale aniołeczki nie wykazały najmniejszej konsternacji.

– Jak to, do domu, mamusiu? – spytał niewinnie Antoś. – Przecież mamusia z panią Słowacką i innymi koleżankami chce zburzyć dom tatusia.
– Co ty za bzdury wygadujesz, Antoni?! – nasrożyła się pani Yvette.
– Tym razem Antek ma rację – ujął się za bratem Hieronimek. – Sam czytałem o tym w Internecie. Biskup wyraźnie powiedział, że panie feministki planują zburzenie domu ojca, mogę mamie podać link.
– A pomagał w tym burzeniu będzie jeden pan, co ma takie dziwne nazwisko...
– I co na drugiego pana powiedział „ciota”, a tak nawet na wujka Edzia nie wolno mówić – uzupełnili bliźniacy.
– Bo to nie wujek Edzio jest ciotą, tylko wujek Aslak, i w dodatku katolicką – włączyła się Elżbietka. – I powinien być z tego dumny. Żadnej orientacji nie wolno się wstydzić.
– Ale tamten pan się zdenerwował...
– I biskup też...
– Niech tam sobie nawzajem wymyślają, ale dlaczego mamusia z koleżankami chce zburzyć dom ojca?
– Jak ty możesz, Elżuniu?! – pani Yvette nareszcie udało się dojść do głosu. – Moja jedyna córka mówi o „domu OJCA”?! Dom w takim samym stopniu należy do mnie, może nawet głównie do mnie, bo wkład kobiety w małżeństwo przewyższa...
– Ale dom był kupiony za pieniążki tatusia – zauważył rzeczowo Hieronimek. – W każdym razie ten na Ziemi...
– Bo to było w średniowieczu – ucięła pani Yvette. – A w ogóle co wy za świństwa w tym Internecie czytacie? O biskupach jakichś, o gusłach katolicko-moherowych... wszystko przez to wymykanie się do tego przybytku zabobonów, tej zacofanej tawerny! Jak tak dalej pójdzie, to wam filtr zainstaluję. Tylko do przyzwoitych portali erotycznych będziecie mieli dostęp.
– Na takie portale też wchodzimy, mamusiu – odezwał się najstarszy z aniołeczków, Edgarek. – Ale, widzi mamusia, i tam nie wszystko jest po mamusi myśli. Na przykład na gay.pl ostatnio pani Asia nowelkę opublikowała. W kąciku prozy.
– Nie wspominaj mi nawet o tej... tej obłudnicy! – pani Yvette spurpurowiała.
– Yvetko droga, naprawdę nie powinnaś... – zaczął bohatersko Richard.
– Ja nie powinnam?!! Ty... ty bęcwale pseudoartystyczny! Co ty w niej widzisz, w tej lisicy henną farbowanej?! Nie dalej jak dwa tygodnie temu udawała feministkę, a teraz okazuje się, że pod geja się podszywa...
– Przecież mamusia popiera transdżenderyzm – Hieronimek ujął się za swoim ulubionym wujkiem i damą jego serca.
– To nie jest transdżenderyzm, tylko kołtuństwo, ciemnogród i zapleśniały tradycjonalizm – oznajmiła z wyższością pani Yvette. – Taka moherka to wszystko zrobi, żeby tylko jakiegoś chłopa złapać. Nawet geja będzie udawać. I to jak perfidnie, jednocześnie na forum i w kąciku! Lafirynda jedna!
Święty Edgar i Richard szybko wymienili porozumiewawcze spojrzenia. W ułamku sekundy pani Yvette znalazła się w korytku (u boku ministra Garricka), a jej fryzurę przyozdobił deszcz tęczowych kropel z kieszonkowego kropidła świętego Edgara.

Aniołeczki zachichotały, a reszta towarzystwa zamarła w oczekiwaniu najgorszego.

– Hi, hi, hi!!! Chłopaki!!! – szczebiotała w korytku pani Yvette. – Ile to się trzeba namęczyć, żeby was sprowokować do zrobienia kobiecie dyngusa! Teraz nareszcie powodzenie u panów przez cały rok zapewnione!!!

Hrabia Garrick śpiesznie wygramolił się z korytka, mamrocząc coś o nadzwyczajnym wielkanocnym posiedzeniu ministerstwa i episkopatu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz